O DZIEWCZYNIE, KTÓRA SAMA NOCĄ JEŹDZI NA DESCE

 

Przeżyliśmy już wypudrowanych najlepszymi kosmetykami krwiopijców o ckliwych sercach oraz skundlone mieszanki wróżek i wampirów. Nic już nie powinno nas zaskoczyć po mroczno-romantycznej, młodzieżowej kinematografii i harlekinach o miłości między człowiekiem a żyjącymi nocą zwłokami. Brakowało tylko jednego – żądnej krwi dziewczyny jężdzącej po zmroku na desce.

Z takim szufladkowaniem jednak bym się nie spieszył. W swoim debiucie reżyserskim Ana Lily Amirpour bawi się nie tylko gatunkami, ale i historią kinematografii. Nie ucieka też od zaangażowanego politycznie przesłania.

O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu

Na pierwszy rzut oka produkcja „A Girl Walks Home Alone at Night” przypomina mieszankę twórczości Xaviera Dolana z  eksperymentalnym technowesternem „Legenda Kaspara Hausera„. Czarno-biały obraz o wyraźnym kontraście zaskakująco dobrze komponuje się z dobranym soundtrackiem (w którym usłyszymy m. in. White Lies). Gra gatunkami rodem z surrealistycznego „Holy Motors” łączy nie tylko stylistykę filmu noir z westernem. Akcja rozgrywa się w prowincjonalnym miasteczku Bad City i nie brakuje w nim subtelnej gry z Rodriguezem i Tarantino.

Film z pewnością może otworzyć przed nami wiele symbolicznych horyzontów.  Wampirzyca nie bez powodu jeździ na desce w… irańskim czadorze! I nie bez powodu zakochuje się w przystojnym śmiertelniku, który jest jedynym uczciwym człowieku w bliskowschodnim mieście grzechu.

O tym jednak będziemy musieli przekonać się sami 14. sierpnia na polskiej premierze opowieści „O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu” Do zobaczenia!