COLOURS OF DOLNI VITKOVICE

Chociaż festiwal Colours of Ostrawa zakończył się kilka dni temu, to wciąż  powoli dochodzę do siebie.

Po pierwsze, otoczenie festiwalu, czyli huta w Vitkovicach, o której pisałem tutaj – zrobiło na mnie tak niesamowite wrażenie, że z ogromną przyjemnością pojadę tam  w przyszłym roku i nie będzie dla mnie ważne, kto występi na scenie. Pojadę po prostu po to, aby móc ponownie uczestniczyć w festiwalu w tak niesamowitym miejscu. Kilka ujęć huty możecie zobaczyć na zdjęciach w galerii.

Z drugiej strony rozłożenie scen na festiwalu, nagłośnienie, ilość toalet, punktów gastronomicznych, a szczególnie rozwiązanie z kaucją za kubki do napojów było fantastyczne.  Przez cały czas trwaania festiwalu wszędzie było widać ludzi z kubkami w całej Ostrawie, w  niemal każdym jej miejscu. Pełniły one nie tylko funkcje transportową dla trunków alkoholowych i tych bez-, ale także dla niektórych służyły jako nieodłączna część stylizacji. Jedyne, do czego można było się przyczepić jeżeli chodzi o miasteczko festiwalowe, to bankomat, w ilości dwóch, z czego najczęściej jeden nie działał, co powodowało kolejki na co najmniej 30-40 minut. No i mapa… pięknie wyglądająca, ale kompletnie bezużyteczna. Byliśmy w stanie dotrzeć wszędzie gdzie chcieliśmy – przypadkiem. Idąc do kawiarni, trafialiśmy na herbaciarnie, idąc na jedną scenę, trafialiśmy na drugą, a dopiero ostatniego dnia odkryliśmy foodtrucki z wegetariańskim żarciem, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia.

A teraz przejdźmy do ostatniej i najważniejszej części festiwalu – czyli do artystów. Myślę, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie, większość przyjechała na Björk, którą ominęliśmy (sick! Li i Michał tego nie zrozumieją), część po to, by poskakać do muzyki Rudimental i Clean Bandit, a ja z mojej strony chciałbym wyróżnić cztery występy:

1. Roni Size and Reprazent Live

Drum and bass, ragga i house w wykonaniu brytyjskiego Dj-a, którego wcześniej  nie znałem. Na koncert trafiliśmy przypadkiem, bo grali na scenie, na której było najwięcej miejsca do rozłożenia się na trawie. Słuchając go dłuższą chwilę, nogi i ręce same podrywały się do tańca. Choć w sumie czego innego można się było spodziewać po artystach z korzeniami na Jamajce?

2. St. Vincent

Na ten koncert czekałem najbardziej i nie zawiodłem się nawet odrobinę. To, jak prezentowali się na scenie i jak potrafili spowodować ciarki na ciele jest nie do opisania. Annie Clark i jej zdolności muzycznych udowadniać nie trzeba, ale zobaczcie, jak prezentowała się na scenie:

foto: colours.cz

foto: colours.cz

3. Oscar and The Wolf

Ambitny pop – najlepsze określenie tego gatunku muzyki. Nie dało się przejść obojętnie koło sceny, na której grali. Tutaj znowu -zafascynowani terenem festiwalu, dotarliśmy jakoś w połowie koncertu, ale odejść się od tego nie dało. Mimo krótkiej kariery (powstali w 2010 roku) tworzą muzykę dla każdego.

4. Owen Palett

Na koncercie znaleźliśmy się jakoś w trakcie drugiej piosenki i zobaczyliśmy chudego chłopca ze skrzypcami (byłem w szoku, jak sprawdziłem, ile ma lat) , który dziwnie „ruszał nogą”. Sprawa wyjaśniła się na początku następnej piosenki – Owen korzystał z loop station(musiałem zaciągnąć opinii eksperta, bo wytłumaczenie, z czego korzystał, zajęłoby mi więcej czasu niż ten post) i to, co on „robił” z muzyką przy pomocy skrzypiec jest nie do opisania. To trzeba zobaczyć i usłyszeć na żywo.

Na uwagę zasługują również Klangkarussell, choć wystawili takie lampy, że spodziewaliśmy się wielkich efektów specjalnych do momentu, kiedy po raz pierwszy nie zabłysły lekkim światełkiem. Danger jak zwykle pokazał swoją tajemniczą stronę. The Dumplings – utalentowani nieziemsko i jeszcze nie do końca zjedzeni przez szołbiznes.

Nie wymieniłem wykonawców, na których wszyscy czekali i których wszyscy znają, bo uważam, że Rudimental brzmi lepiej na dobrych słuchawkach, chociaż nadrabiali wizualizacjami i wyglądem. Występ Clean Bandit był najnudniejszym koncertem, na jakim kiedykolwiek byłem, a ja tak na nich czekałem.

Dodatkowo wejście na teren festiwalu z czymkolwiek, co nie będzie w plecaku i w rękach, nie jest najmniejszym problemem, ale jak chcecie zabierać broń to tylko na wodę, bo w Ostrawie bywa gorąco nie tylko z powodu pogody.

 

Jeżeli chcecie posłuchać muzyki, która nastraja mnie codziennie do cieszenia się z życia, zapraszam na moją listę na Youtube oraz na Spotify – znajdziecie tam moje top 40.